Na temat pracy w korporacji wiele już powiedziano. Ale i ja dorzucę swoje 3 grosze! 

Właściwie czym ona jest – korporacja?

  • Super dużą firma robiącą kupę forsy?
  • Zbiorowiskiem ludzi pracujących nie mając właściwie pojęcia nad czym?
  • Bandą zboczuchów zafiksowanych na karierę i awanse?

Chyba nie do końca… 

Według standardowej definicji Wikipedii to rodzaj organizacji społecznej, zazwyczaj posiadającej osobowość prawną, której istotnym elementem są jej członkowie. Za dużo to też nie wyjaśnia.

Więc czym właściwie jest korpo? Według mnie to po prostu duża firma, łącząca się często z innymi jej spółkami na świecie, która zrzesza tysiące pracowników globalnie, a jej głównym celem jest dostarczanie produktów przy wypracowaniu maksymalnego zysku. Tyle. Nuda prawda?

Jakie są więc wady i zalety pracy dla takiego “nudnego” korpo? 

Złota klatka – znak rozpoznawczy dla pracy w korporacji


Korporacyjna “złota klatka” jest jedną z tych rzeczy, które zatrzymały mnie w pracy etatowej na prawie 8 lat i wciąż to trwa. Poczucie (od razu potwierdzam – złudne) bezpieczeństwa, całkiem przyzwoita pensja, home office, benefity, karty, wyjazdy integracyjne, drogie knajpy (zwłaszcza jak szef płaci w ojro), fajne szkolenia. Można długo wymieniać. Poczucie stabilności – szczególnie dla osób takich jak ja – które mają względną awersję do ryzyka, jest czymś trudnym do przecenienia. 

Jednak sam się dobitnie przekonałem o złudności tego przekonania, gdy firma która przejęła dywizję dla której pracowałem, postanowiła zamknąć biuro zakupowe w Krakowie niespełna po roku działalności.

Pamiętam, że dla młodego 26-letniego człowieka na 2 miesiące przed ślubem, szukanie pracy to była ostatnia rzecz o której chciało mi się wtedy myśleć (moja uwaga wtedy była skierowana zupełnie gdzieś indziej). 

Ostatecznie znalezienie nowego zajęcia nie było problemem, na brak ofert nie narzekałem, a spółka “matka” znów mnie przyjęła pod swoje skrzydła, jednak sytuacja, która mi się przydarzyła dobitnie pokazuje, że pracy w korporacji stabilną nazwać nie można. Ba, powiedziałbym że to jedna najmniej pewnych dostępnych prac.

Wyścig szczurów, jako główny argument przeciwko pracy w korporacji

Dla sporej grupy osób praca w korporacji, jest równoważna z zabójczym wyścigiem szczurów, czyli pogonią za stanowiskami, premiami, podgryzaniu kolegów z pracy i innych rzeczy mających na celu wspinanie się po korporacyjnej drabinie. 

To wszystko prawda i obawy są słuszne. Ale…

Po pierwsze, sporo się nad zastanawiałem i należy zadać sobie pytanie, czy właściwie nie jest to cecha większości prac etatowych?

Moim zdaniem takie akcje mają miejsce niezależnie od tego, czy jest to korporacja, firma państwowa, czy spółka prywatna. Pracując przez – załóżmy – 8 godzin dziennie, chcąc sobie kupić większy kwadrat, lepszą brykę, czy pojechać na wystrzałowe zagraniczne wakacje, uczestniczymy w ogromnym wyścigu szczurów nie tylko na poziomie firmy.

Biorą w nim udział niektórzy znajomi (tak, znam takie osobistości – co za pech!), rodzina (tu mam więcej szczęścia), sąsiedzi (póki co nie znam nikogo z kim zamieniłbym więcej niż parę zdań – typowy aspołeczniak ze mnie).

Dosłownie wszyscy, którzy ślepo biegną za pieniądzem i większym stanem posiadania. Zawsze wtedy przywołuję sobie animację Steve’a Cuttsa pt. “Happiness”

Po drugie, dużo zależy od korpo do którego się trafi i ludzi z którymi się pracuje (wow, super odkrywcze – wiem).

Znam osoby, które dla stanowisk były w stanie zrobić więcej niż wiele, ale chcę podkreślić była to zdecydowana mniejszość. Być może mam fart, że trafiam w większości na “normalne” osoby. Jednak ciężko mi uwierzyć że w firmach zatrudniających po 2000-3000 osób w jednym oddziale większość z nich to oszołomy biegające z stereotypowym “sojowym latte”, jedzące bezglutenowe pudełkowe żarcie z automatu przy recepcji.  

Hajsy, hajsy, wincyj hajsów

Kasa w korpo jest. Do tego w większości przypadków – relatywnie duża (mam tu na myśli stanowiska specjalistyczne, nie tzw. “na produkcji” – tu niestety jest z reguły lipa). To ma zdecydowany związek ze “złotą klatką” opisaną na początku tego wpisu. 

Płace w dużych korporacjach potrafią zdecydowanie przebijać lokalnych przedsiębiorców lub średnie firmy z mniejszym kapitałem. I to jest dobra wiadomość jeżeli szukasz dobrze płatnej pracy lub jesteś świeżakiem po studiach poszukującym nieźle płatnego zajęcia na start.

Zazwyczaj też korpo dają regularne podwyżki rzędu kilka procent tzw. “inflacyjne”, choć z inflacją mają tyle wspólnego co mój ukochany Kraków i brak korków.  

Na szczególne profity mogą liczyć osoby, które znają języki obce lub specjaliści z branży IT. Znam przykład programisty, który dzięki negocjacjom płacowym z dużym korpo zwiększył swoją pensję u obecnego pracodawcy o 4000 zł 🙂

Ludzie, ludziska i kontakty 

Z uwagi na fakt, że przez korporacje przewija się duża liczba ludzi, możliwości zbudowania dużej sieci kontaktów jest O G R O M N A. To są znajomości, przyjaźnie, kontakty handlowe, specjalistyczne, które mogą pozostać na całe lata, a nawet życie. 

Sieć którą uda się zbudować w czasie pracy dla korporacji może być niezwykle przydatna w przyszłym życiu, szczególnie przy planowaniu np. własnego biznesu. Nigdy nie wiadomo kto z dawnych czasów może zaoferować pomoc. 

Warto się skupić na tym aspekcie, gdyż odpowiedni kontakt może również dobrym zabezpieczeniem na przyszłość np. kiedy nowa praca nie okaże się tak fajna jak się wydawało lub pomysł na własna firmę jednak z jakiś względów nie wypali. 

“Jaki jest Twój gap”? – czyli presja na wyniki i targety

Stres to także cecha charakterystyczna pracy w korporacji, z którą spotykam się każdego dnia. Czasami jest to stres pozytywny, motywujący do działania, czasem jednak (aktualnie w moim przypadku niestety częściej) stres negatywny

Praca korporacyjna ma to do siebie, że “target” musi zostać zrobiony, a to się wiąże z szeregiem zadań, które trzeba wykonać i nie ma, że boli. W niektórych przypadkach potrafi to przyjąć absurdalne rozmiary jak np. codziennie sprawdzanie “progresu” mimo, że wiadomo że następny krok z obiektywnych względów może się wydarzyć np. za 2 tygodnie lub działania pozorowane byleby pokazać tym na górze, że coś się robi.

Problemem targetów jest również fakt, że niektórzy menedżerowie często nie umieją tej wizji “sprzedać” swoim pracownikom. Często nie wiadomo skąd on się  właściwie bierze, czemu dokładnie ma służyć oraz jak to osiągnąć (np. brakuje odpowiednich narzędzi). Kuleje też komunikacja i pojawia się frustracja, bo dostaje się wyśrubowany target, który po kilku tygodniach zamienia się w ogromny “gap” do jego osiągnięcia.

A to buduje w oczach pracowników wizerunek kierownictwa jako dążącego do celu bez większej wizji (choć nie zawsze jest to zgodne z prawdą).

Kursy!

Wszelkie szkolenie, kursy, które oferują korporacje dla swoich pracowników to ich znakomita zaleta. Często są to szkolenia, które kosztują po kilka tysięcy złotych, doskonalące kompetencje zarówno miękkie jak i twarde. Warto pamiętać, że są to umiejętności które zostają na całe życie. 

W firmach małych lub średnich takie szkolenia z reguły albo ich nie ma, albo są kupowane kursy przeciętnej jakości. 

Kwestie te mają duże znaczenie dla zwiększania zarobków, kwalifikacji na rynku pracy lub też możliwości awansu wewnątrz firmy.

Życie poza domem

Ostatnią kwestią, którą uważam za istotną to kwestia delegacji. Ten medal ma dwie strony.

Pierwsza, ta jaśniejsza, to możliwość podróżowania po świecie na koszt firmy. Z uwagi na globalne zasięgi korporacji otwierają się drogi do odwiedzenia wielu zakątków świata, do których trzeba by było sporo odłożyć jadąc prywatnie. Fajnie jest coś zobaczyć i nie musieć za to płacić – choć wiadomo – zwykła wycieczka to na pewno nie jest 🙂

Druga, ciemniejsza to kwestia to nieobecności w domu, która może odbijać się na rodzinie i najbliższych. Ograniczony czas z żoną, dziećmi mogą wpływać na relacje w domu. Niektóre stanowiska potrafią wymagać podróży do 50% czasu pracy.

To oznacza, że średnio widzi się ze swoimi najbliższymi przez kilka godzin po pracy przez połowę miesiąca. Nie każdemu może to odpowiadać.

Dodatkowo jeśli dodać do tego wspomniany parę akapitów wcześniej stres, to negatywny efekt jest prawie murowany.

Słowo podsumowania

Praca w korporacji potrafi nieść bardzo dużo korzyści dla rozwoju osobistego, budowania początkowego bezpieczeństwa finansowego, relacji biznesowych. Można z tego wynieść naprawdę dużo dobrego. Wystarczy zachować trochę rozsądku, dystansu i zamienić kilka rzeczy na swoją korzyść. 

Są jednak pewne wady, które nie będą idealnie pasować do każdego typu osobowości, wyznawanych wartości i sytuacji rodzinnej. 

Jest również kwestia zmęczenia materiału, gdzie po pewnym czasie praca ta może się stać absolutnie nieznośna. Osobiście nie wyobrażam sobie siebie za 10 lat pracującego dalej w korpo, choć jak to mówią “you never know”.

A Wy co sądzicie o pracy w korporacji? Warto? Nie warto?

Zapraszam do komentowania 🙂

Podobało się? Podziel się!