7 błędów, jakie popełniłem zakładając pierwszą firmę w wieku 21 lat

Bach, zapada decyzja – zakładam firmę!

No świetnie, ale co dalej? Decyzja o założeniu firmy to dopiero małe ziarenko, które sadzi się w doniczce lub ogródku. Żeby był z tego piękny kwiatek, trzeba wykonać szereg działań, włożyć kupę wysiłku, pieniędzy i czasu. 

Źle ulokowane pieniądze i przepalony czas to efekt błędów, tzw. ułańskiej fantazji, braku wiedzy i nadmiernego optymizmu. Choć mój sklep internetowy, o którym już wspominałem kilkukrotnie na swoim blogu, to świetne źródło dodatkowego dochodu, jednak nigdy nie przerodził się w pełnoprawny  sklep, dzięki któremu mogłem rzucić etat. 

Dlaczego tak się stało? 

Jak to się zaczęło?

Swój sklep internetowy założyłem nieco z przypadku. Ogólny pomysł to kontynuacja pomysłu mojego taty, który postanowił zakończyć swoją dodatkową działalność i została po tym pewna podstawa. Przedsiębiorstwo mojego taty to była głównie firma instalatorska, która jako dodatek zajmowała się sprzedażą sprzętu do monitoringu serwerowni i systemów zabezpieczeń. Był to mały, średniodochodowy biznes, który sobie skrobał “po godzinach”. Mój miał się stać pełnoprawnym sklepem internetowym. 

Mając 21 lat i kończąc drugi rok studiów, stwierdziłem, że właściwie co mam do stracenia? Podstawa jest, asortyment jest, jakaś stronka tam jest – potencjał jest.

Wydawało mi się, że przecież wszystko sprawdzone. Dodatkowo przecież studiowałem na uczelni ekonomicznej, więc na pewno będę mógł wykorzystać tę wiedzę w prowadzeniu firmy. Jak patrzę na te 9 lat wstecz, nie mogę uwierzyć w swoją naiwność 🙂

Błąd 1 – Słabe przygotowanie 

Można powiedzieć, że wręcz zerowe. Fakt, że firma wcześniej istniała, nie usprawiedliwia braku badania rynku, gdyż mimo wszystko, mój pomysł na tę firmę był inny. Założenie firmy w urzędzie (w 2011 r. CEIDG dopiero zaczynało działać), strona internetowa i produkty to zdecydowanie za mało. 

Których elementów zabrakło na etapie przygotowania?

Po pierwsze, zrozumienia rynku. Nigdy nie byłem typem „osoby technicznej”, jednak mój ówczesny stan wiedzy był dramatycznie niski. Branża, do której wchodziłem ma pewną swoją specyfikę, ludzie mają określone wymagania, są nastawieni mocno na aspekty techniczne. Choć zdecydowanie można być dobrym sprzedawcą tego typu asortymentu bez kierunkowego wykształcenia, wymaga to jednak pogłębienia wiedzy. Ja tego na początku nie zrobiłem, wiedzę zdobywałem otrzymując kolejne zapytania i rozmawiając z tatą. Myślę, że dużo się nie pomylę jeśli powiem, że bez jego wsparcia technicznego na początku byłoby krucho. 

Po drugie, mały kapitał. Zakładając firmę miałem 300 zł. Trzy stówy. To jest nic. Od rodziców pieniędzy też nie chciałem i nie brałem. To nie wystarczało nawet na zapłacenie pierwszego małego ZUS-u. Ryzyko było spore pomimo, że istniała podstawa w postaci strony WWW, jednak nie miała ona postaci sklepu. 

Po trzecie, brak długofalowego planu. Po prostu dałem sobie czas 2-3 miesiące czy będzie działać. Jak będzie – zostawie. Nie będzie – zamknę. Nie miałem nic do stracenia. Jednak tak budowana firma, nie miała spójnej wizji. 

Błąd 2 – Słaba wiedza o sprzedaży i marketingu

Kiedy zakłada się sklep internetowy powinno się mieć przynajmniej minimum niezbędnej wiedzy nt. e-commerce, marketingu i sprzedaży. Wydawało mi się wtedy, że taką widzę mam. Nie miałem. Polegałem głównie na wiedzy ze studiów i dostępnych w bibliotekach książkach. Wiedza akademicka często w zderzeniu w rzeczywistością się nie sprawdza. 

Gdybym wsiadł w wehikuł czasu i cofnął się do czerwca 2011, do tematu podszedłbym w zupełnie inny sposób. Oprócz tła teoretycznego, zacząłbym od reklam płatnych, zainwestował w profesjonalne teksty, przygotował przemyślaną strategię marketingową itd. 

Reklama to zaproszenie do zakupu. To trochę tak, jakby zignorować wystrój i układ sklepu w galerii handlowej.

Błąd 3 – Brak reinwestowania pieniędzy, czyli przejadanie zysków

Pokusa wielka, zwłaszcza dla młodego człowieka, który jeszcze nie miał stałego dochodu. Niestety, nie reinwestowałem pierwszych zarobków w rozwój firmy. Nie było tak, że przejadałem wszystkie co do złotówki, jednak większość z nich szło na przyjemności.

Z perspektywy czasu mój start nie był najgorszy. Od pierwszych miesięcy zarabiałem, a koszty były stosunkowo niewielkie. Gdybym te pieniądze reinwestował w sposób strategiczny, to rozwój firmy byłby znacząco szybszy i lepszy jakościowo.  

Sklep na wysokim poziomie z dobrym UX, lepiej dopasowana oferta, reklama, opisy itd. Z perspektywy czasu patrzę na to z lekkim wstydem, ale traktuje to jako znakomitą nauczkę.

Błąd 4 – Wejście w branżę, którą się nie interesowałem

Tak, moim zdaniem, żeby działać skutecznie, należy choć trochę utożsamiać się ze swoim biznesem. Choć czułem się naprawdę ostro podjarany samym faktem otworzenia własnej firmy i naprawdę traktowałem ją jak swoje dziecko, to z asortymentem, branżą, już nie do końca się utożsamiałem. 

To była bajka mojego taty. 

Moje myśli na przyszłość były skierowane gdzieś indziej (choć nie do końca wtedy odczuwałem niekonsekwencje swojego działania). Chciałem pracować w łańcuchu dostaw, zakupach, nauczyć się negocjować – tam była skierowana moja uwaga. 

Choć dzisiaj moja „relacja” ze swoim sklepem jest znacząca inna, utożsamiam się z branżą, mam wiedzę na jej temat etc., to cofając się wstecz uważam, że każdy powinien wziąć ten aspekt pod uwagę. Żeby się czemuś poświęcić, trzeba to w minimalnym stopniu czuć.

Błąd 5 – Wszystko sam!

Znacie powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, tzn. że jest do niczego? 

Przy prowadzeniu własnej firmy jest podobnie.  

Choć na początku to naturalne, że intuicyjnie większość rzeczy próbuje się ogarnąć samemu, to w moim przypadku przybrało to skrajną formę. Sam robiłem stronę WWW, sam pozycjonowałem, sam tłumaczyłem teksty, sam pisałem teksty, sam robiłem ofertę, sam obsługiwałem klientów itd. Uważałem, że sam zrobię to najlepiej. W końcu to MOJA firma, prawda? 

Sporo czasu zajęło mi zrozumienie prostego faktu, że można innym zaufać, są specjaliści, którzy chętnie mi pomogą, zrobią to lepiej i im też zależy, żebym był zadowolony. 

Zaradność jest spoko, ale robiąc wszystko samemu, mocno ogranicza się rozwój firmy. W jednych obszarach jesteśmy super, w drugich nie-super i trzeba nadganiać wiedze. Dlatego oddelegowanie ich do specjalistów może być najlepszą decyzją, jaką można podjąć. 

Błąd 6 – Niezrozumienie klienta 

Choć już częściowo tego aspektu dotknąłem, to muszę go wymienić jako osobny błąd. Niestety moje badanie rynku było bardzo słabe, niepoparte większą analizą i niepoparte stworzeniem profilu klienta.

Niestety sprzedawanie komuś czegoś, kogo się nie zna i nie rozumie, to ruletka. Trafisz, bądź nie trafisz. 

Zapewne nie raz miałeś okazję porozmawiać z telemarketerem, który próbuje zaoferować Ci nową, „genialną” umowę.

Coś się tam rzeczony telemarketer produkuje, mówi, że ma super, świetną, wystrzałową ofertę, która na pewno Ci się spodoba. Po czym przedstawia Ci ją i się zastanawiasz, na bazie czego przedstawia Ci coś tak oderwanego od rzeczywistości. 

Podobnie prezentuje się przy przygotowaniu oferty firmy bez dobrej analizy rynku. Jako minimum trzeba mieć odpowiedź na dwa podstawowe pytania:

  • Dla kogo robię, to co robię?
  • Jaki problem tych osób rozwiązuję? 

Błąd 7 – Stabilna i szybka kasa ważniejsze

Po roku prowadzenia firmy w końcu postanowiłem iść do pracy etatowej. Zdobyć inne doświadczenie, zacząć regularnie zarabiać, móc się usamodzielnić. I całkiem łatwo mi to poszło i podświadomie cały czas do tego dążyłem. 

W wieku 22 lat miałem już swój biznes i stałą pracę. Świetna sprawa. Niemniej jednak moja uwaga przeniosła się całkowicie na karierę w pracy etatowej. Z dziewczyną (dziś żoną) mieliśmy plany na przyszłość, chcieliśmy iść naprzód. A firma stała się po prostu świetnym źródłem dodatkowego dochodu (aż do dziś). 

To było bardzo krótkowzroczne. Przy zakładaniu firmy większe zarobki przychodzą z czasem. Na starcie w firmę trzeba włożyć pewną pracę, czas, pieniądze, poświęcić się, a nie tylko brać. Oczywiście zdarzają się przypadki, że ktoś otwiera firmę, pomysł szybko chwyta i ma super dynamiczny rozwój. Jednak to są one równie częste jak wygrana na loterii. 

Kończąc samobiczowanie 

Po co ten wpis? 

Jako przestroga dla młodych ludzi, którzy chcą założyć własną firmę i wydaje im się to, że mają świetny pomysł, który przyniesie szybkie kokosy. Pokusy są spore, młody wiek ma swoje prawa, posiadana wiedza (z reguł) też jest mniejsza. 

Chciałbym trafić na tego rodzaju wpis 9 lat temu 🙂 Oszczędziłbym sobie paru rzeczy. 

Jakie jeszcze błędy popełniają młodzi przedsiębiorcy?

Co byście im poradzili?

Zapraszam do komentowania 🙂

Podobało się? Podziel się!

Previous

Jak szukać marnotrawstwa w pracy codziennej?

Next

Jakie są sposoby na oszczędności w firmie? 10 pomysłów

5 Comments

  1. Mimo wszystko podziwiam za odwagę w tak młodym wieku 😁 ja też kilka lat temu myślałam o czymś podobnym, ale jednak się nie odważyłam bez przygotowania ☺

    • To była odwaga połączona z dużą nieświadomością i mimo wszystko sporą szczyptą szczęścia 🙂

  2. Trafne uwagi i wskazówki. Założenie firmy w wieku 21 świadczy o odwadze i dużej odpowiedzialności niewiele młodych osób myśli tak dojrzałe o przyszłości. Wpis naprawdę bardzo wartościowy, chce się wracać do takich tekstów !

  3. Też to przerabiałam 😉 Tylko u mnie niesmak pozostał w postaci kredytu do spłacenia o wartości nowego samochodu z salonu. A pomysł był słaby tzn. wtedy wydawał mi się genialny 😉 Także świetny wpis ku przestrodze dla młodych!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright adrianbrania.pl ⓒ 2020 | Polityka prywatności

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén